Bez deflektora

07.04.2006.

FAFLOKI, BRUDASY i PRAWDZIWI KIBICE

FAFLOKI, BRUDASY i PRAWDZIWI KIBICE

Dlaczego kładąc na stół nawet 60 i więcej tysięcy złotych sponsor traktowany jest dziwnie?

Pewnie dlatego, że jest w żużlu zakochany i wydaje mu się, że reklama "na zawodniku" jest najwyższą formą jego samo spełnienia, więc za rok i tak przyjdzie. Może również dlatego, że spora część sponsorów (no może nie spora, ale znam takich osobiście) uważa, że wypłacając nawet marne kilka tysięcy złotych, będą mogli zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z misiem (jak w Zakopanem), i będą "fajniejsi" - dlatego również przyjdą ponownie za rok i wyłożą te pieniądze po raz kolejny. Hmm. powodów może być kilka, ale one nie są tutaj najistotniejsze. Zacznijmy po kolei i spróbujmy wyjaśnić kto jest brudas i faflok, kto jest dziwnie traktowany i dlaczego, kto jest prawdziwym kibicem, a kto tylko śmiesznym sponsorem. I umówmy się, że operujemy wyłącznie w świecie fikcji, znaczy się nie doszukujemy się żadnych podobieństw.

____________________

Definicja prawdziwego kibica jest prosta, można by ich nawet tu przedstawić każdego z osobna i nie zajęło by nam to więcej niż 3-4 godziny (mowa oczywiście o rodzimym mieście).

Prawdziwi kibice przychodzili na mecze, wtedy, kiedy było ich razem tylu, że nie trzeba było zatrudniać ochrony stadionu, a jak przyszli z dziećmi to nawet można było zamówić dla nich jeden autobus i zostało jeszcze miejsca na 3 motory. Dziś na stadion walą tłumy, jak na igrzyska, ale od prawdziwego kibicowania, ma to więcej wspólnego z urwaniem się żonie i dzieciom z domu i spędzenie kilku godzin wśród takich samych sportowych zboczeńców jak oni sami. Ot taki rodzaj terapii grupowej (zboczenie to ważam za bardzo zdrowe i poprawne). Tak naprawdę większość z nas pamięta czasy kiedy zdobyliśmy tytuł wicemistrza, potem długo, długo nic, a teraz czasy rafinerii. Owszem, nie można nic umniejszać kibicom, którzy teraz płaca bilety, walnie przyczyniając się do możliwości wypłacania sobie sowitych premii przez kierownictwo (jakie kierownictwo, czy ja coś powiedziałem?). Przychodzą, kibicują, zachowują się grzecznie, tylko lekko śmiecą (15 tysięcy gazet pod dupe, 5 tysięcy butelek PET, naście tysięcy petów itd. itd.), znowu kibicują, znowu palą, ble ble ble. Czasami spotykamy całe rodziny i to jest piękne, ale przeminie jak tyko skończą się pieniądze SPONSORÓW. I tego nikt nie odmieni, nigdy!

Nie uważam się ani za prawdziwego kibica, ani za marnego kibica - bo nie płacę biletów.

____________________

Kibice przychodzą, bo jest miło, jest ciekawie, wygrywamy, a jak przegrywamy to jest o czym mówić przy wódce u cioci na imieninach (pod warunkiem, że kaczory znowu nie wycięły narodowi jakiegoś fikołka i polityka z kościołem nie wchodzą na plan pierwszy "czytaj: standard imieninowy"). Od kilku lat raczej przychodzimy bo wygrywamy, a wygrywamy bo jest KASA. Kasa jest prawie dla wszystkich (dla niektórych całkiem spora, choć godzina już słuszna). Kasa jest od sponsorów. I w gruncie rzeczy tylko tyle powinno przeciętnego kowalskiego obchodzić. Bo niby co go obchodzi kto, za co, ile i komu. Ma być ładnie, kolorowo, mamy wygrywać.

Jest kilka wariantów, dla których sponsorzy wydają pieniądze:

- niektórzy są zakochani w sporcie i potrafią przewalić całe swoje oszczędności dla kochanego klubu, znam takich co w skarpetach wozili "wypłaty dla sędziów" - tak byli zakochani, a teraz... ale o tym innym razem,

- inni dziwnym sposobem doszli do średnich pieniędzy i teraz wydaje im się, że jak się podzielą to dostaną rozgrzeszenie - a gówno prawda, bo, o ile uda się im omamić garstkę ludzi, o tyle znajomi i środowisko znają ich doskonale i tylko się z nim naśmiewają,

- niektóre małe firmy liczą na zwiększenie obrotów i wielką sympatię klientów - ale to nieprawda - mała firma nie zwiększy na tyle obrotów, żeby kiedykolwiek odzyskać w pełni włożone pieniądze, nie mówiąc już o tym, żeby rok zakończyć dodatnim bilansem,

- "grubasy" są potężnym przedsiębiorstwem, które stać na filantropię i promocję poprzez sport - niestety jest to ściśle powiązane z różnymi rzeczami, które ogólnie określa się teraz modnym słowem "prowizja", choć prokuratura woli słowo "łapówka", "wyprowadzanie majątku spółki", "oszustwo" itd. - wykładają spore, ba nawet bardzo spore pieniądze, ale ktoś części z tych pieniędzy cały czas pilnuje i nie daje im daleko odejść (a godzina już słuszna),

- są jeszcze tacy, którzy po cichutku pomagają, bez fleszy, bez rozgłosu, z czystej sympatii - tych jest najmniej.

Całą grupę sponsorów można jeszcze podzielić na dwie kategorie:

- tych, którzy wydają "swoje"

- i tych, którzy wydają "nasze" - cały czas opowiadając, że to "ONI SAMI" coś tam ufundowali (o tym jeszcze szerzej popiszemy)

Jedno jest pewne, jedni i drudzy są potrzebni, bo o ile budżet klubu nie obejdzie się bez wielkiej firmy z potężnym kapitałem, o tyle dla zawodników zostają płotki.

____________________

Nazwijmy więc naszego sponsora "X". Pan X, w okolicy przełomu roku, siada z żużlowcem Y do stolika w przemiłej restauracyjce i rozpoczyna się handel niewolnikiem. W roli niewolnika oczywiście dla jednych będzie sponsor, a dla drugich zawodnik, każda ze stron uważa, że skoro płaci to ma prawo wymagać, albo też, jak się okleja jak choinka, to choćby nic nie jechała, ma prawo żądać kasy. Jedni i drudzy na pierwszym spotkaniu uważają, że są górą i to oni wystrychną na dudka przeciwnika. Generalnie sponsorowi chodzi o to, żeby wydać jak najmniej, dostając jak najwięcej, a zawodnikowi o to, żeby dostać jak najwięcej, w zamian zaklejając sobie małą dziurkę (musi zostać miejsca dla następnego jelenia). Każdy z nich ma też sporo racji po swojej stronie. Zawodnik ponosi wielkie koszta związane z uprawianiem żużla (o tym obszernie następnym razem), a każdy wyjazd na tor może się skończyć kalectwem. Zazwyczaj musi też w ciągu kilku najlepszych lat odłożyć coś na lata chude. Sponsor zaś wie o tym, że nie może wydać całego budżetu przeznaczonego na reklamę sportową, bo jest to cokolwiek chybiona inwestycja. Musi też na swoje pieniądze ciężko pracować.

Po kilku spotkaniach X i Y dochodzą do wspólnego mianownika i zacierają ręce.

Teraz okazuje się kto jest brudasem i faflokiem, a kto dał się wystrychnąć na dudka.

____________________

Sponsor wydaje kwoty od kilku tysięcy złotych (ta kategoria obejmuje sponsorów z DOBRYM SERCEM oraz marnych sponsorów tych od rozgrzeszenia), do kwoty rzędu 20-30 tys. (oficjalnie, a nie oficjalnie czasami te kontrakty są poszerzane pod stolikiem do nawet 100 tys.), tutaj mieszczą się średniie firmy i poważne koncerny, które poważnie traktują to co robią.

Ustalając przed sezonem warunki kontraktu każda ze stron ma jasno zaznaczone co i za co. Oczywiście kewlarem rządzą "grubasy" i to oni ustalają porządek reklam, decydują kto jest większy i kogo częściej widzimy w relacjach i na zdjęciach. Ale czy zawsze? Chyba nie, no bo jak wytłumaczyć fakt, że dostając spore pieniądze od sponsorów, zawodnik nie potrafi sprzedać swojego darczyńcy (oczywiście w tym pozytywnym znaczeniu słowa sprzedać). Nie wymieniamy nazwisk, bo przypominam, że operujemy w świecie fikcji, ale jest kilku zawodników, którzy wykorzystują każdą okazję, by pokazać kto im płaci i dzięki komu mają na motorki i uciechy cielesne dla mechaników. Wiedzą, że od tego zależy (w dużej mierze) ich los w kolejnym sezonie. Są też brudasy i fafloki. Oni mają to kompletnie gdzieś, "to" czyli sponsorów. No bo jak inaczej nazwać fakt, że notorycznie wychodzi się na podium w brudnym kewlarze, zabłoconych reklamach, bez jakiegokolwiek przygotowania do własnej prezentacji. Dzisiaj, kiedy każdy zawodnik szczyci się posiadaniem menadżera, takie rzeczy są niedopuszczalne i raczej nie do pomyślenia, a jednak. Kto na tym traci najbardziej? Wcale nie zawodnik, najbardziej traci na tym mały sponsor (ten od dobrego serca), bo za swoje "małe" pieniążki dostał na kewlarze miejsce tuż powyżej dużego palca u nogi, a pech chce że to miejsce akurat najbardziej się brudzi. Jaka jest więc motywacja dla małego sponsora, żeby kolejny raz wyłożyć pieniądze, kiedy w najważniejszym momencie, w jedynym momencie kiedy może zaistnieć i pośrednio odzyskać część wydatków, ma się go w dupie?

Nie winie tu samych zawodników, pod wpływem emocji ludzie robią różne dziwne rzeczy, ale gdzie w tym czasie jest menadżer? Dlaczego nie dba o wizerunek zawodnika, przecież od tego są menadżerowie. Może czas, żeby ludzie, którzy udają menadżerów zajęli się sobą, a nie żużlem.

Może niech pojadą sobie pograć "Na wspólnej", ale żeby zagrać w filmie to przynajmniej listy trzeba umieć pisać (po polskiemu).

Tak więc hodujemy sobie brudasów, nie zwracamy uwagi na bardzo istotne detale. Na razie kaska jest, ale za rok może dwa zaczniemy znowu pukać do malutkich dobrych ludzi i spotykać się z nimi w przyjemnej knajpce. Wtedy zostaną tylko oni, bo grubasów nie będzie, a ci od rozgrzeszenia nie wydają kiedy ich nie widać w telewizji.

____________________

Życzę wszystkim brudasom, żeby zwrócili troszkę większą uwagę na to jak się zachowują i jak się prezentują w czasie zawodów, a każdy taki gest z ich strony uznam za rację dla tego co napisałem.

PS. W najbliższym czasie napiszę o realnych pieniądzach w przeciętnym żużlu i tym dlaczego żużlowców się okrada (a przynajmniej dlaczego NIEKTÓRZY żużlowcy sądzą, że się ich okrada).

mc.

Wstecz

Archiwum Login

Przeszukaj serwis :

2007_11_24_freestyle_692.JPG
Stronę monitoruje stat24